Z tego co się orientuję, to nie ma jeszcze stacjonarnych sklepów w Polsce tej marki. Mam nadzieję, że się pojawią, bo mają kosmetyki warte większej uwagi i jestem pewna, że spora część z Was o nich na pewno już słyszała albo czytała na innych blogach :)
Muszę przyznać, że dość długo omijałam ten sklep szerokim łukiem. Po pierwsze, ze względu na intensywny, charakterystyczny i nieporównywalnym z niczym innym zapachowy misz-masz, który czuć na kilometr od sklepu w Centrum Handlowym, do którego chodzę. Po drugie - zawsze tam jest pełno ludzi, a ja nie lubię tłoku. W końcu się przemogłam i weszłam.. no i przepadłam!
Dzisiaj napiszę o pierwszej rzeczy, która w sumie jako ostatnia wpadła nieplanowanie w moje łapki w drodze do kasy. No i o której mogę już coś powiedzieć po kilku użyciach.
Lush, So White
Muszę wspomnieć, że ten produkt jest z edycji świątecznej i podejrzewam, że nie będzie dostępny w sprzedaży przez cały rok.. aż do kolejnych świąt ;) Skusił mnie zapach (zielonego) jabłka, który bardzo lubię. Nie jest to czyste jabłko, w tle czuć coś kwaśnego, octowego, piwnego (?), więc może powinnam napisać, że ten żel jest o zapachu cydru jabłkowego? W sumie może być.
Nota bene: dlaczego w Polsce mówicie na to piwo "cydr"? O wiele lepiej brzmi "cider" (czyt. sajder) po angielsku, tak bardziej po ludzku :P
Kupiłam najmniejszą pojemność 100ml (£4.50), tak na spróbowanie, czy mi się w ogóle spodoba, bo trzeba przyznać, że cena jest dość wysoka jak na taki produkt do mycia ciała. Są jeszcze 2 dostępne pojemności: 250ml (£8.95) i 500 ml (£14.75). Opakowanie jest wygodne, nie wyślizguje się z ręki pod prysznicem. Zatrzaskowa nakrętka spisuje się dobrze i otwór jest w sam raz na tak lejący, prawie wodnisty produkt.
![]() |
| Podoba mi się naklejka z twarzą osoby, która zrobiła dla mnie ten żel. Super jest też to, że widać konkretną datę ważności na opakowaniu. |
Jak dobrze, że nie kupiłam większej butli! Tak jak aromat jabłka bardzo spodobał mi się w butelce, tak na moim ciele podczas mycia był okropny! To wcale nie było jabłko tylko zapach czystej, wymytej, metalowej puszki! I to była pierwsza myśl zaraz po nałożeniu żelu, która się nie zmieniła do tej pory. Produkt mnie nie podrażnia ani nie wysusza, czyli krzywdy skórze nie robi, ale nosowi niestety tak. Nie wiem czy to tak "pachnie" tylko na mojej skórze czy ktoś jeszcze ma takie same odczucia. W każdym bądź razie jestem zawiedziona i mam nadzieję, że szybko go wykończę.
![]() |
| Tutaj widać jak mienią się drobinki. |
![]() |
| Widoczne zawiesiny. |
![]() |
| Żel rozsmarowny na dłoni bez dodatku wody. |
Niestety początek przygody z Lushem nie zaczął się dobrze, ale podobno nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz! ;) Zaopatrzyłam się jeszcze w kurację na skalp "Roots" i 2 szampony w kostce "New" i "Jumping Jupiter", ale jeszcze muszą poczekać na recenzję. Mam nadzieję, że ta miłość na nowo rozkwitnie, bo niestety było to chwilowe, przemijające zauroczenie.
Jaki produkt z Lush'a jest Waszym "must have" i który możecie śmiało polecić?
Albo który chciałybyście przetestować?
Albo który chciałybyście przetestować?







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz